Antyprezentownik

antyprezentownik

Dziś mamy dzień Świętego Mikołaja. Ręka do góry wszyscy z Was, którzy wiedzą, że święty Mikołaj to nie staruszek z siwą brodą i czerwonym ubrankiem. Ten wizerunek wypromował koncern Coca Cola w 1930 roku i do tego pory (!) jest on utożsamiany z tym świętym. To się nazywa niesamowita kampania reklamowa – prawie sto lat później jest ciągle elementem kultury masowej. Z jednej strony szacun dla ich marketingowców, bo człowiek, który na to wpadł, był geniuszem. Z drugiej strony smutno mi, że teraz taki cudownym człowiek, jakim był biskup Mikołaj z Miry, został sprowadzony do komercyjnego symbolu. Bo wiecie – Mikołaj został świetnym, bo był dobrym człowiekiem, a nie dlatego, że spowodował, że ludzie masowo kupują prezenty. Dlatego właśnie zamiast spisu „najlepszych prezentów, jakie można kupić”, chciałam Wam przedstawić antyprezentownik.

Antyprezentownik

Mogłabym teraz napisać, że jest masa rzeczy, które polecam kupić osobom szyjących. O fajnych akcesoriach pisałam rok temu na przykład w tym wpisie. Ale czy na pewno to jest to, co jest najbardziej wartościowe? Czy to właśnie o to chodzi? Żeby „mikołajki” komercjalizować?

Sądzę, że warto się zatrzymać na chwilę i zastanowić co jest tak naprawdę kwintesencją dawania dobroci. Nie sądzę, że kompulsywne zakupy są w jakimkolwiek sposób fajne. Mam wrażenie, że teraz gdzie nie popatrzę, to wszędzie atakują mnie propozycje prezentów. Black friday, cyber monday, dzień darmowej dostawy, przeceny – czy tylko ja mam wrażenie, że cały świat oszalał? Że w każdym sklepie świecą już choinki, mężczyźni ze sztuczną brodą i czerwonym kubrakiem wołają głośne „hohoho”, a z radia dobiegają świąteczne piosenki? Marketing, marketing, marketing.

Czy naprawdę o to chodzi? Ja choinkę i lampki zapalam w Wigilię i gaszę w Matki Boskiej Gromnicznej. Wtedy też śpiewam kolędy. „Czerwonego mikołaja” w ogóle nie uznaję. Podobnie jak szaleństwa zakupów. Uważam, że zdecydowanie cenniejszym prezentem jest czas, jaki poświęcamy drugiej osobie. Odwiedziny u dawno niewidzianej babci. Telefon do cioci, która mieszka daleko i nie mamy możliwości jej odwiedzić. Chwila zabawy z własnymi dziećmi, a nie sadzanie ich przed konsolą dla wygody. Uśmiech i pomoc zupełnie obcej osobie. Bo dawanie to super sprawa – i wcale nie musi to być markowy ciuch czy smartphone najnowszej generacji. Wystarczy podzielić się dobrocią.

Dlatego nie podlinkuję tutaj żadnego sklepu, z „cud miód mega zniżką” z kolejnymi tandetnymi prezentami. Jeśli chcecie komuś kupić upominek, to na pewno sami lepiej wiecie czym obdarować bliską osobę. Ale szerze mogę polecić po prostu bycie dobrym i miłym człowiekiem. Może w tym roku, zamiast facebookowych życzeń podeślecie bliskim link do organizacji dobroczynnych (np. https://www.pajacyk.pl). Bo pomoc i niesienie dobra czasem naprawdę niewiele kosztują, a czynią świat lepszym.

Wpis „Antyprezentownik” jest jednym z wielu z serii „Filozofia szycia”, a wszystkie znajdziecie tutaj.