Nie poddawaj się, czyli o porażkach!

Nie poddawaj się

Wielokrotnie pisałam Wam, że chyba nie istnieją ludzie, którzy mogą usiąść przy maszynie pierwszy raz i od razu uszyć idealne ubranie. Wiem na pewno, że ja nie należę do ludzi, którzy szyją idealnie. Z każdą uszytą rzeczą czegoś się uczę i podciągam swoje umiejętności. Najważniejsze jest to, żeby się nie poddawać i próbować. I to nie tyczy się jedynie szycia, ale całego życia. Bo co z tego, że na początku nie wychodzi? Hej, nawet po setce nieudanych prób, ta sto pierwsza może się okazać Tą Najlepszą! Żeby nie być gołosłowną, chciałabym Wam dziś pokazać moją pierwszą podkoszulkę, jaką kiedykolwiek uszyłam. Podczas jej tworzenia popełniłam tak dużo błędów, że ciężko mi znaleźć jakąkolwiek rzecz, jaką zrobiłam dobrze. Ale hej – nie poddałam się! I Ty nie poddawaj się!

Nie poddawaj się

  • Moim podstawowym błędem było niedopasowanie wykroju. Co prawda rozsądnie doszłam do wniosku, że wszywanie rękawów może nie być najlepszy pomysłem przy tworzeniu swojego pierwszego ubrania. Jednak wybrany przeze mnie wykrój („the tee”, już niedostępny na stronie autora) był po angielsku, i mimo że znam język, to zupełnie nie zrozumiałam jak wykrój trzeba wyciąć (jeśli znajdziecie go w czeluściach internetu, to zrozumiecie, że wbrew pozorom nie jest on taki oczywisty). Jak się łatwo domyślacie, zupełnie źle go wycięłam i miałam problem z dopasowaniem dwóch głównych części bluzki (choć to wydaje się mało prawdopodobne, że można nie połączyć przodu z tyłem takiego podkoszulka, prawda?)
  • Kolejna rzecz, jaką zrobiłam źle, to wybór materiału. Wiecie, doskonale się doedukowałam, że bawełna jest ekstra. Przyjemna, oddycha, człowiek się nie poci, naturalna – po prostu rewelacja. Ale co z tego, jeśli dzianina zrobiona ze stu procent bawełny nie będzie się rozciągać? Nie byłoby to jeszcze tragedią, gdyby nie fakt, że zapomniałam (POWAŻNIE!) o tym, że bluzkę ubiera się przez głowę – i wycięłam za mały dekolt. I nawet podczas szycia bluzkę przymierzyłam, ledwo się przecisnęłam, ale podkroju nie poprawiłam. Cóż, teraz się męczę podczas ubierania.
  • Na poniższym zdjęciu widać aż dwa błędy. Ten pierwszy, najbardziej oczywisty, to ogromna dziura. Gdy szyłam ten fragment, maszyna nagle zaczęła inaczej brzmieć. Oczywiście zupełnie mnie to nie zastanowiło, ale już po chwili igła pękła, robiąc ogromną dziurę w materiale. Pamiętajcie – wymieniajcie tępe igły, bo dziura to najmniejszy problem, jaki można mieć. Gorzej, gdy trafi w oko.
  • Powyższe zdjęcie ma też drugi feler i jest nim to brak dodatkowego przeszycia, o którym pisałam w tym wpisie. Powoduje to, że obszycie potrafi się nieestetycznie wyginać i na zewnątrz widać ścieg, który powinien być schowany z lewej strony.
  • Tutaj to już w ogóle jest dramat, tragedia i klęska żywiołowa w jednym. To nie są zaplanowane zakładki. To materiał, który zadarł się podczas wszywania plisy. Spuśćmy na to zasłonę milczenia.
  • Widzicie, żeby szwy łączyły się w jednym miejscu? No niestety właśnie nie widzicie. A powinny. A tak wszywałam sobie plisę na zupełnym luzie, w ogóle nie patrząc jak powinna być ułożona.
  • Źle też wykończyłam plisę. Powinno się to zrobić w ten sam sposób, jak przedłużanie plisy, o którym pisałam tutaj. Ale po co, przecież można brzydko zszyć i zostawić nieestetyczne wykończenie, prawda?

Po takiej litanii błędów to powinnam schować się pod kocykiem i już nigdy nie siadać do maszyny. Ale stwierdziłam, że trzeba się ogarnąć, wyciągnąć wnioski z błędów i zrobić podejście numer dwa. Ale o tym innym razem. 🙂

Wpis „nie poddawaj się” jest kolejnym o błędach podczas szycia. Inne znajdziecie tutaj.