Dlaczego nie warto szyć z gotowych wykrojów?

Dlaczego nie warto szyć z gotowych wykrojów

We wpisie o kombinezonie w serduszka wielokrotnie wspominałam, jak ciężko mi było uszyć ubranie z gotowego wykroju. Mimo wybrania najmniejszego rozmiaru i tak wykrój był za duży. Dodatkowo musiałam w niego wprowadzić sporo poprawek. Dla osoby, która nigdy nie szyła, może to wydawać się dziwne. Dlaczego narzekam, jeśli mogę skorzystać z gotowca, którego wystarczy odrysować i voila? Całość przecież jest już stworzona, odpowiednio opisana oraz oznaczona, plus w gratisie dostaje się instrukcję szycia krok po kroku. Czego chcieć więcej? Spokojnie, zaraz wyjaśnię dlaczego nie warto szyć z gotowych wykrojów.

Dlaczego nie warto szyć z gotowych wykrojów

Żyjemy w czasach gotowców. Gotowe jedzenie, gotowe ubrania, gotowe meble itd. Idziemy do sklepu i dostajemy od razu wszystko to, czego chcemy. Mógłby się wydawać, że te najprostsze rozwiązania są najlepsze. Są przecież tak łatwo dostępne dla każdego. Niestety powodują też, że przestajemy myśleć i nigdy nie wychodzimy poza schemat. A ludzie, którzy nie potrafią być oryginalni, nigdy niczego sami nie wymyślą prawda?

Niby dlaczego nie warto szyć z gotowych wykrojów?

Dokładnie tak samo wygląda szycie z gotowych wzorów. Ile z Was szyje, żeby się wyróżnić i mieć coś oryginalnego? A co, jeśli wiele osób w Polsce kupi tę samą gazetę i uszyję tę samą sukienkę. Czy to dalej będzie oryginalne i niepowtarzalne? Jeśli zrobicie wykrój samodzielnie, to macie 100% pewność, że nikt nie będzie identycznie ubrany. Tutaj ogranicza Was tylko wyobraźnia. Podstawowa wiedza o konstrukcji i modelowaniu wystarczy, aby tworzyć ubraniowe cudeńka. Korzystając z gazet, ogranicza Was to, co wymyśli wydawca.

Kolejna kwestia to fakt, że każdy z nas jest idealny na swój własny, unikatowy sposób. Ja jestem idealnym przykładem osoby, która nie ma talii, a kształtem figury przypomina ziemniaka. Czy myślicie, że twórcy gotowych wykrojów robią formy dla podobnymi mi ziemniaków? Albo wysokich żyrafa lub niskich kuleczek? Nie, u nich każda kobieta ma metr sześćdziesiąt osiem centymetrów wzrostu i kilka rozmiarów, które symetrycznie rosną w każdą stronę analogicznie. Dla nich, jeśli masz większy biust, to jest to równoznaczne, z tym że masz też większy brzuch i szerokie ramiona. Oczywiście można kombinować i łączyć ze sobą wykroje, ale nie jest to ani przyjemne, ani szybkie.

Jeśli jednak mamy to szczęście i wpasowujemy się w tabelę, to kolejny problem to konieczność zawierzenia autorowi. Jeśli według tabeli wymiarów nosimy rozmiar 38, to dokładnie ten mamy wyciąć. Ba, jest nawet napisane, że wykroju nie wolno mierzyć! Przecież zawiera zapas na szwy i pomiary będą nieprawdziwe. Trzeba więc wierzyć tylko po to, aby później się rozczarować za dużym, bądź za małym ubraniem.

Materiał też jest problemem!

W czasach nurtu zero waist materiał powinno się wykorzystać na maksa. Nie chcemy zaśmiecać planety, plus szyjemy oszczędnie, więc kupon tkaniny zawsze chcemy pokroić tak, aby było optymalnie. Gazety przychodzą nam z pomocą – same oferują instrukcje jak najlepiej rozłożyć wykrój na tkaninie. Tylko jakim cudem mnie zawsze udaje się zużyć o połowę mniej materiału, niż oni podają? Czemu przy pierwszej próbie układam kawałki bardziej efektywnie? Nie znam odpowiedzi na to pytanie, ale na 100% dacie radę wykorzystać materiał lepiej, niż w gotowych podpowiedziach. Wystarczy odrobinę pomyśleć i poukładać kawałki wykroju jak klocki, szukając idealnej konfiguracji.

Pamiętajcie też, że . W moim kombinezonie zmieniłam tkaninę na dzianinę i to był początek problemów. Nie zawsze przecież da się kupić materiał zalecany przez autora wykroju. Jeśli robicie podobną zamianę jak ja, czyli wymieniacie coś sztywnego na coś elastycznego, to koniecznie trzeba to odzwierciedlić podczas odrysowywania wykroju. Ale tego Wam przecież nikt w gazecie nie powie.

Najgorszym jednak problem jest brak wiedzy, aby określić, że wykrój jest dobry. Przecież konstruktor też człowiek i mógł się pomylić! Wystarczyło przesunąć jedną malutką kreseczkę i cały wykrój wiadomo, co trafia. Nie znając podstaw konstrukcji, nie mamy pojęcia o tym, że coś może być źle. Sama kilka razy się na to nabrałam i gotowy wykrój lądował w koszu, a poprawki robiłam samodzielnie.

Jak temu zaradzić?

Odpowiedź wydaje się oczywista, choć nie jest prosta w realizacji – nauczyć się konstrukcji. Możecie skorzystać na przykład z genialnej książki, jaką polecałam tutaj. Oczywiście wiadomo, że nie od razu Rzym zbudowano i nauka będzie powolna, ale skuteczna. Szybko zobaczycie, że ubrania, które są konstruowana na Was, leżą o niebo lepiej niż te z gazet, czy kupione w sklepie. Życzę Wam powodzenia i samozaparcia. Na pewno dacie radę!