Planowanie, czyli jak znaleźć czas na szycie?

planowanie

Już doskonale wiecie, że moim głównym założeniem w życiu jest fakt, że na pewno się nie uda. Z drugiej jednak strony są rzeczy, które po prostu trzeba zrobić, nawet jak się nie da. Może nie dziś, może nie jutro, ale kiedyś na pewno. No wiecie – nie można na przykład w ogóle nic nie jeść, nie sprzątać czy nie robić prania. Wiadomo, dieta czy brudek od czasu do czasu jest ok, ale niedożywienie czy nowo nabyta alergia na kurz już niekoniecznie. Dlatego tak ważne moim zdaniem jest planowanie i, w natłoku problemów dnia codziennego, znajdowanie chwili, żeby jednak coś zrobić. I coś uszyć, oczywiście!

Planowanie – jak to robić?

Możecie iść na stronę Pani Swojego Czasu, przeczytać sporo wpisów czy kupić mądry kurs albo planer. Albo zostać specjalistami od zarządzania jakimiś kanbanami, Leanami czy innymi mądrymi metodami. Lub przyswoić masą mądrych poradników i przeczytać całą pobliską bibliotekę. I tak nic to Wam nie da. Dookoła jest pełno specjalistów, którzy będą Wam bardzo dobrze radzić, ale nie przyniesie to w ogóle efektu. Brutalna prawda jest taka, że nie ma uniwersalnej metody dla każdego. U jednych sprawdzą się samoklejące karteczki, u innych BuJo, a u innych kolorowa apka na telefonie. To cos się sprawdzi u Was?

Planowanie – co wybrać?

Moją pierwszą radą będzie wybór metody, która jest szybka. Zarządzamy czasem, żeby mieć go więcej, a nie marnować go na robienie pięknych obrazków w BuJo. Wiecie, one są super estetyczne i ciężko od nich odwrócić wzrok. Jednak czy warto poświęcać tyle czasu na ładne pisanie? Nie jestem przekonana.

Kolejna rada to warto planować na czymś, co zawsze macie przy sobie i ciężko to zgubić. Telefon wydaje się tutaj oczywistym wyborem, jednak testowałam wiele różnych aplikacji i żadna nie przyniosła rezultatu. Zanim uruchomię telefon i wpiszę odpowiednią notatkę, mija dobrych parę minut. Poza tym wieczorem nie mam przy sobie telefonu i wtedy nie dochodziłyby do mnie powiadomienia. Mało praktyczna i mało efektywne.

Próbowałam się przerzucić na karteczki, ale zdecydowanie zbyt często je gubiłam i zamiast pełnej listy rzeczy „do zrobienia” miałam „wielką panikę, że było coś ważnego, ale nie pamiętam co”. Ta forma sprawdza się jedynie podczas robienia listy zakupów, bo jest bardzo poręczna i łatwo mieści się w kieszeni. Do pozostałych celów się dla mnie nie nadaje.

Popularne metody planowania też wylądowały w koszu. Są na tyle skomplikowane, że w połowie próby ich przyswajania po prostu dawałam sobie spokój. Jeśli coś ma w sobie więcej nazw własnych, niż potrafię zapamiętać, to raczej się mi nie przyda, prawda?

Planowanie – co ja wybrałam?

U mnie strzałem w dziesiątkę okazał się najbardziej oczywista i najprostsza rzecz — zwykły kalendarz. Nie potrzebuję przemyślnych metod czy narzędzi. Im łatwiej i szybciej, tym lepiej. Kalendarz mam zawsze przy sobie, bo gdy wychodzę, ląduje w plecaku. Zapisywanie trwa dosłownie sekundę – pod wybraną datą zapisuję co mam zrobić i wystarczy pociągnąć za zakładkę, aby znaleźć dzisiejszy dzień. Zapisuję tam absolutnie wszystko – począwszy od rzeczy związanych z pracę, poprzez wizyty u lekarzy czy znajomych, a skończywszy na praniu i sprzątaniu. Gdy coś zrobię, od razu zakreślam to kolorowym markerem, więc optycznie widzę, ile rzeczy udało mi się już odhaczyć na dany dzień.

Kolejną zaletą wpisywania wszystkich planów w jedno miejsce jest spokojna głowa. Nie muszę pamiętać o wszystkich obowiązkach dnia codziennego. Kalendarz pamięta o tym za mnie – mam tam nawet wpisany przegląd samochodu w grudniu czy zapłacenie ubezpieczenia w listopadzie. Inaczej co jakiś czas zadręczałabym się myślą „do kiedy trzeba zapłacić”. A tak jest spokój 🙂

Jeśli akurat mam dobry dzień i jakimś cudem wszystko idzie zgodnie z planem, to wtedy w kalendarzu lądują też rzeczy związane z szyciem. Zazwyczaj wpisuję tam małe rzeczy – na przykład wciągnąć gumkę, obszyć brzegi materiału czy wszyć plisę. Gdy widzę małe krawieckie sukcesy, to od razu jest mi lepiej. Ale o tym będzie więcej następnym razem.

Czy macie swoje złote sposoby na zarządzanie czasem? Wolicie proste czy bardziej złożone rozwiązania?

„Planowanie” to kolejny wpis o znajdowaniu czasu na szycie. Kolejne znajdziecie tutaj.