Projekt „Garderoba idealna”

Projekt „Garderoba idealna”

Kilka lat temu przytyłam kilka ładnych kilogramów. Chociaż moja szafa była wypchana ubraniami po brzegi, to ja łapałam się na tym, że nie miałam co na siebie włożyć, wychodząc z domu. Nie były to narzekania współczesnych kobiet, które w ten sposób chcą namówić męża na zakupy. Ja naprawdę miałam ogromne garderobowe pustki. Wszystko, co było w szafie, było za mała i, mimo starań, guziki nie chciały się dopinać.

Pewnego dnia podjęłam decyzję i wszystkie za małe ubrania wylądowały w workach. Ładnie zapakowane trafiły do PCK i mam nadzieję do potrzebujących osób. W ten sposób rozwiązałam problem z brakiem miejsca w szafie. Niestety problem z brakiem pasujących ubrań dalej pozostał i nie za bardzo miałam pomysł co z tym zrobić. Na szczęście z pomocą przyszedł mój mąż, który zarządził wyjazd na zakupy i zaopatrzenie się w ubrania pierwszej potrzeby. Tutaj jednak sprawdziło się przysłowie, że „pośpiech nie jest najlepszym doradcą”. W krótkim czasie zakupiłam sporo ubrań, może i ładnych i dopasowanych, jednak zazwyczaj słabych jakościowo bądź tragicznych w składzie. Wtedy jednak zupełnie mi to nie przeszkadzało. Miałam w czym chodzić i to był mały sukces.

Nauka szycia

Chwilę po tym, jak zapełniłam szafę, zaczęłam uczyć się szyć. Wtedy zrozumiałam, że spora część z nowo nabytych ubrań jest uszyta z poliestru i właśnie dlatego tak źle mi się w nich chodzi. Wtedy jeszcze nie potrafiłam dobrze szyć, tym większą dostałam motywację do nauki. Po kolei stawiałam kolejne szyciowe kroki i uczyłam się na własnych błędach. O etapach mojej nauki możecie przeczytać w tym bądź w tym wpisie. Robiłam się coraz lepsza i coraz bliżej był do momentu, w którym mogłam uszyć wymarzone ubrania, a nie kupować w sklepach.

Projekt „Garderoba idealna”

Teraz znajduję się w podobnym momencie jak kilka lat temu. Moja szafa jest pełna, ale ciągle brakuje mi w niej ubrań perfekcyjnych. Dlatego właśnie rozpoczynam projekt „Garderoba Idealna”. Ubrania, które nie są doskonałe, systematycznie będę oddawać dla biednych, a w ich miejsce trafią własnoręcznie uszyte ubrania. Takie, które będą uniwersalne, funkcjonale i pasujące do wielu sytuacji. Chcę, aby moja szafa składała się z niewielu ubrań, które jednak dadzą mi pewność, że nigdy nie znajdę się w sytuacji, w której nie będę wiedziała, w co się ubrać. Trzymajcie za mnie kciuki. Obiecuję opisywać postępy w kolejnych wpisach. Tego samego życzę również Wam. Koniecznie napiszcie w komentarzach, w jakim miejscu walki z własną szafą się znajdujecie.