Co robić, gdy świat się wali?

gdy świat się wali

Ostatnio prawie w ogóle nie szyję. Nie chcę opowiadać o moim życiu prywatnym na blogu, więc pozwólcie, że napiszę jedynie, że jest ciężko. Każdy kolejny dzień przynosi coraz gorsze wiadomości. W obliczu wielu problemów atakujących z każdej strony naprawdę nie jest łatwo. Moim celem numer jeden na listopad to przeżyć. Może wydawać się to takie „nic”. Co tam przeżyć, zwłaszcza gdy żyjemy w kraju dobrobytu, który jest w kategorii czwartej, najwyższej według autora świetnej książki Factfulness. Do każdego przychodzą jednak momenty, w których trzeba się zatrzymać i zrewidować wszystko. Czy wiecie co zrobić, gdy świat się wali?

Co robić, gdy świat się wali?

Czy pamiętacie mój wpis o planach na ostatni kwartał tego roku? Były naprawdę ambitne. Cieszyłam się tym, że zaczęłam październik z przytupem i już w pierwszym tygodniu miałam kilka punktów w całości zrealizowanych, a kilka na dobrej drodze do sukcesu. Wydawało mi się wtedy, że nie tylko zrealizuję plan w 100%, ale nawet sądziłam, że muszę go rozszerzyć, gdyż jest zbyt skromny!

Wiecie, jakie było moje zdziwienie, kiedy początkiem listopada nie tylko okazało się, że na pewno nie dam razu zrealizować planu, to jeszcze musiałam z niego wykreślić kilka punktów, gdyż były już nieaktualne. Naprawdę nie dało się przewidzieć tego nieszczęśliwego splotu okoliczności. Tak czy siak, okazało się, że zamiast realizować kolejne punkty z listy, po prostu muszę zacząć składać połowę życia od nowa.

I tutaj miałam kryzys. Nigdy nie przygotowałam planu awaryjnego na tak złą sytuację. Ciężko mi było znaleźć jakikolwiek punkt zaczepienia, (nie licząc mojego męża). Moją pierwszą rekcja było całkowite załamanie i brak jakichkolwiek pomysłów co dalej. Niektórzy reagują paniką, inni depresją jeszcze inni paraliżem. Ten pierwszy stan trzeba po prostu przeczekać i pozwolić, aby czas uleczył rany. Innego wyjścia nie ma, bo w pierwszym okresie załamania po prostu nie ma się głowy do absolutnie niczego.

Drugą rzeczą, jaką zrobiłam, była modlitwa. Nie mam pojęcia, czy jesteście osobami wierzącymi i nie wiem, czy modlitwa jest dla Was, ale szczerze polecam. Złe rzeczy nie przestały się wydarzyć, ale potrafiłam do nich nabrać dystansu i przyjmować je z większym spokojem.

Kolejnym krokiem było zorganizowanie nowej listy rzeczy do zrobienia na tej i następny miesiąc. Od razu wiedziałam, że górnolotne plany mogę od razu wyrzucić do kosza, bo nie mam siły na ich realizację. Zaczęłam od wpisania na listę rzeczy, które muszę zrobić pod groźbą kary – jak opłacenie rachunków czy ubezpieczenia. Wszystkie te punkty były bardzo szybkie w realizacji i ich zamknięcie dało mi poczucie, że mam chociaż resztki kontroli nad tym, co się dzieje.

I co dalej?

I właśnie wtedy powoli wszystko zaczęło się odwracać na moją korzyść. Złe wiadomości płynęły cały czas, ale z pomocą mojego najukochańszego męża powoli dawałam sobie z nimi radę. A wraz z realizacją pierwszych punktów zaczęłam do listy dopisywać kolejne jak posprzątanie w domu czy uszycie wymarzonej koszuli. Każdy z punktów jest malutki i realizacja każdego kolejnego dalej mi ogromną satysfakcję.

Czy wiecie już co robić, gdy świat się wali? Też stosujecie moje metody (czyli oparcie najbliższych i metoda powolnych kroków)? A może macie swoje sprawdzone metody? Chętnie posłucham, bo choć ten wpis nie jest kolejnym o szyciu, jednak bardzo przyda mi się każda rada. Dziękuje.