Uszyłam maseczki

uszyłam maseczki

Tak jak pisałam w poprzednim wpisie o kwarantannie – szycie maseczek jest jedna z najbardziej pożądanych obecnie umiejętności, nie tylko wśród osób, które szyją. Każdy szuka po krewnych i znajomych kogoś, kto takie maseczki robi. Do mnie samej zgłosiło się sporo chętnych. Mimo moich obaw o braki materiałowe, udało mi się jednak znaleźć niewielki kawałek bawełny w moich zapasach. To pokazuje, że chomikowanie bardzo się przydaje, zwłaszcza w tych ciężkich czasach. Dzięki niemu uszyłam maseczki i mogłam nimi obdarować swoich najbliższych.

Jak uszyłam maseczki?

W internecie znajdziecie milion dokładnych instrukcji na szycie maseczek, więc nie będę tutaj wrzucać kolejnej wersji. Opowiem Wam jednak historię jak to się stało, że uszyłam maseczki.

Wszystko zaczęło się, gdy tydzień temu zostało oficjalnie ogłoszone, że maseczki będą obowiązkowe. Niestety nie mamy w domu zapasu maseczek jednorazowych, a posiadając maszynę do szycia zakup wielorazowych wydał mi się stratą pieniędzy. Na szczęście w mojej szyciowej skrzyni odnalazłam niewielki fragment bardzo ładnej bawełny. Pierwotnie planowałam uszyć wersję z troczkami, dlatego skorzystałam z tutorialu od Białej Nici. Bardzo polecam – przejrzysty i dobrze wyjaśniony. Efektem jest śliczna, podwójna maseczka z kieszonką na wkład.

Kiedy miałam już wycięty materiał i zaprasowane troczki (oraz poparzone palce :D) okazało się, że babcia ma zapasy gumy bieliźniarskiej. Zrobiłyśmy wymianę – ja uszyję jej maseczkę, a ona odda mi 3 metry gumy. Tą metodą okazało się, że muszę zmodyfikować wykrój – zamiast troczków doszyłam po bokach maseczki tunele, w które wciągnęłam gumkę długości 30 cm. Po dokładnej przymiarce zaszyłam ją na idealny rozmiar głowy każdego z naszych domowników i przyjaciół. Dzięki temu każdy z nas ma swoją własną, idealnie dopasowaną maskę.

A Ty? Czy już uszyłeś swoje maseczki i dumnie w nich chodzisz po ulicach?