Kombinezon w serduszka

Ci, którzy śledzą mnie na Instagramie wiedzą, że przed wyjazdem do Grecji podjęłam wyzwanie uszycia pięciu rzeczy i przerobienia kolejnych dwóch w ciągu dwóch tygodni. Co prawda nie udało mi się wyrobić w każdym z tych uszytków na czas, jednak część udało mi się dokończyć po powrocie. Takim uszytkiem był kombinezon w serduszka, z którym miałam koszmarne problemy zakończone niesamowitym sukcesem.

Kombinezon w serduszka

Wakacyjny kombinezon chciałam uszyć już dwa lata temu, aby móc w nim chodzić w wakacje 2017, dlatego jak zobaczyłam Burdę 7/2017, to od razu przepadłam. Sami zobaczcie obrazek poniżej! Numer kupiłam od razu, jednak sporym problemem okazał się dobór materiału. Bardzo długo szukałam ładnej tkaniny, która będzie wykonana z naturalnych materiałów z domieszką, aby nie mięła się za bardzo. I ku mojej rozpaczy, nie znalazłam takiego materiału. W ramach kompromisu wybrałam jersey bawełniany z elastanem do kupienia tutaj, ale w grafitowym kolorze. O ile materiał jest super, o tyle wykrój dostosowany był do lejącej się tkaniny, więc tutaj zaczęły się schody. Ale po kolei.

Co wyszło?

Z prostych poprawek od razu zrezygnowałam z dziurek na pasek, bo w dzianinie nie będzie ona wyglądać ładnie, o ile nie ma się napownicy (ja nie mam). Wciągnęłam po prostu gumkę w tunel i jeśli chcę podkreślić talię, to mogę ubrać czarny pasek.

Zamiast podłożenia, wybrałam podwiniecie i to była najłatwiejsza i najlepsza decyzja, jaką podjęłam podczas tego projektu. Podwinięcie wyszło genialnie i naprawdę jestem z niego mega dumna. Niczym go nie usztywniałam (czy mówiłam już, że u mnie w pasmanterii nie ma flizeliny?), a w ogóle się nie rozciągnęło. Materiał jest mało rozciągliwy, więc wystarczyło użyć zwykłego ściegu prostego. To był pełny sukces! Dodatkowo szyłam w duchu zero waste! Paski w ramiączkach zrobiłam z mega starego kawałka czarnego materiału i go zużyłam 🙂

Kolejnym pełnym sukcesem, było pogłębienie kieszeni. Te w oryginalnym wykroju są duże, jednak nie pomieszczą telefonu, więc zrobiłam je jeszcze większymi. Upewniłam się tylko, że nie będą wystawać spód krótkich nogawek. Obecna wersja nie wystaje i mieści telefon. Kolejny pełen sukces.

Zrezygnowałam też z falbanek na nogawkach. Nie przepadam na nimi, a przy dzianinie nie układałyby się tak ładnie, jak w oryginalnej wersji z Burdy. To też była bardzo słuszna decyzja.

Co nie wyszło?

Zmiana rodzaju materiału wymagała zmiany rozmiaru. Zgodnie z numeracją Burdy, powinnam użyć rozmiaru 40. Kiedy jednak zobaczyłam, jaki jest ogromny, od razu podjęłam decyzję o wycięciu najmniejszego, dostępnego rozmiaru, czyli 34. Na pewniaka zszyłam wszystko na gotowo, włącznie z kieszeniami. Jakie było moje zaskoczenie, gdy okazało się, że kombinezon wygląda jak worek, a ja na osobę o dwadzieścia kilo grubszą. A wiecie, nie należę do osób przesadnie chudych, więc powiększanie wagi nie jest w moim przypadku konieczne.

Efekt jest idealny, ale w życiu bym nie przypuszczała, że ten wykrój będzie tak ogromny. I choć nie udało mi się go uszyć przed wakacjami (choć prułam po nocach, płacząc ze złości), to naprawiłam po urlopie i oto mogę się pochwalić pięknym uszytkiem i zdjęciami z pustyni błędowskiej (do której mam dziesięć minut samochodem :D). Piasek pozwolił na bardzo prostą stylizację – bez butów!

Kombinezon w serduszka
Kombinezon w serduszka
Kombinezon w serduszka jest jedną z rzeczy, które chciałam uszyć. Inne znajdziecie pod tym linkiem.