W poszukiwaniu podkoszulka idealnego

W poszukiwaniu podkoszulka idealnego

Już kilka razu opisywałam Wam poje próby uszycia idealnego podkoszulka. Już w ostatniej części tej historii chwaliłam się Wam sukcesem, a dokładnie moim uszytkiem, który przetestowałam w ekstremalnych, greckich warunkach. Zapraszam tutaj, abyście mogli przypomnieć sobie tę opowieść. W poszukiwaniu podkoszulka idealnego kolejnym naturalnym korkiem było uszycie podkoszulka z rękawami. Historia ta oczywiście nie obeszła się bezproblemowo, ale na szczęście zakończyła happy endem.

Jak to wszystko się zaczęło?

Wszystko zaczęło się od tego, ze w magazynie Anna Moda na szycie pojawił się bazowy wykrój na podkoszulkę od Simplicity. Od razu kupiłam ten numer. I jak szybko go kupiłam, ta szybko wylądował na półce z wykrojami. Przeleżał tam równy rok, aż w końcu kupiłam odpowiedni materiał (pisałam o nim tutaj).

Gdy już miałam materiał to od razu przystąpiłam do przerysowania wykroju. I tutaj na szczęście od razu zapaliła mi się lampka i zanim wycięłam materiał, to od razu przemodelowałam trzy rzeczy. Po pierwsze podkrój rękawów był niesamowicie dziwacznie zrobiony, więc go „unormalniłam”. To był strzał w dziesiątkę, bo inaczej rękawy byłby za szerokie w barkach i ukochany podkoszulek byłby do niczego.

Po drugie nauczona doświadczeniem, że wykroje są większe niż mówi magazyn, wycięłam najmniejszy rozmiar. Mimo iż normalnie noszę rozmiar 40 od razu zdecydowałam się na 34, a i ten okazał się za duży. Dlatego bez długiego zastanawiania się zwęziłam wykrój po bokach i lekko przemodelowałam szerokość rękawów, aby pasowała.

Po trzecie zmniejszyłam dekolt, bo oryginalny był o wiele za duży jak na mój gust. Finalnie okazało się, że w pierwotnego wykroju nie zostało nic (dosłownie!). Na szczęście wszystkie te zmiany wyszły mojej podkoszulce na plus.

W poszukiwaniu podkoszulka idealnego – efekt końcowy

Czy finalnie po tych wszystkich zabiegach powstała podkoszulka idealna? Prawie! Jestem zadowolona z jej dopasowania do mojej figury, perfekcyjnych rękawów czy dbałości o szczegóły. Do pełnego sukcesu brakuje już tylko dwóch rzeczy. Możliwości obrzucenia brzegów na overlocku oraz brak widocznego brzegów materiału przy wykończeniu dekoltu.

O ile overlocka się jeszcze nie dorobiłam, o tyle wpadłam na pomysł jak sobie dać radę z dekoltem. Ale o tym już w następnym wpisie 😉

Wpis „W poszukiwaniu podkoszulka idealnego” jest kolejnym o błędach podczas szycia. Inne znajdziecie tutaj.